sobota, 11 marca 2017

Kiedy dieta staje się ważniejsza niż głowa

Kiedyś niedoceniałam popularnego sformułowania, że we wszystkim potrzebny jest umiar. Jeśli byłam zdesperowana, aby osiągnąć jakiś efekt – nie było mowy o żadnym umiarze, liczyło się tylko to, że mam poczuć się lepiej, a wyniki mają wyglądać tak, jak chcę. W tym wszystkim zapomniałam, jak ważnym elementem całej układanki, zwanej „odzyskiwaniem zdrowia” jest głowa i myśli, które podświadomie produkujemy.

Dietetyczna historia mojego życia jest tak długa i zawiła, że pewnie mogłabym spokojnie napisać o tym książkę. Zaczynając od wegetarianizmu w wieku 14 lat, który praktykowałam przez ok. 7 lat na zasadzie „wszystko byle bez mięsa”, jedząc tym samym ogromne ilości soi, produktów przetworzonych i zamienników niskiej jakości, poprzez kikumiesięczny weganizm i paleo-wegetarianizm, 2-letnie paleo i 1,5 roczny (z przerwami) protokół autoimmunologiczny, aż do postów przerywanych i hucznego powrotu do węglowodanów. Obecnie jestem na diecie, uwaga..... żadnej. Skończyłam z dietami i ciągłym wkładaniem swojego sposobu odżywiania w określone ramy. Nie chcę, aby styl mojej diety dominował całe moje życie, w tym towarzyskie. Jedzenie to tylko część naszego życia, jeden z obszarów, który musi pozostawać w równowadze z innymi. W końcu nie jestem na diecie, tylko ciesze się jedzeniem, które mi służy i na które mam ochotę.

Dlaczego czasami „dobra” dieta nie działa?

Czasami tak jest, że dieta nie działa. Nie dlatego, że jej nie stosujemy, tylko z powodu tego, jakie mamy do niej nastawienie. Jeśli myślenie o jedzeniu pożera 2/3 naszego dnia, i w związku z czym ignorujemy swoje hobby, olewamy życie towarzyskie, boimy się wychodzić do restauracji w obawie przed ziarenkiem pieprzu  to mamy doczynienia ze stanem patologicznym. W wielu przypadkach dieta jest wymagająca przez pewien okres i czasami jest to koniecznie, ale ważne aby przez ten czas nie popaść w pewien problametyczny mechanizm, w którym to dietetyczna sfera naszego życia dominuje wszystkie inne.

Często także stosujemy dietę w dobrej wierze, że pomoże na nasze często rzadkie przypadłości i jest to wtedy tylko jedyna rzecz, która nas przy niej trzyma, podczas gdy głowa mówi: „proszę, stop”. Restrykcyjna dieta może być ogromnym źródłem stresu i o tym bardzo mało się mówi. Większość osób skupia się tylko na pozytywnych aspektach takich diet ale zapomina się, aby poinformować pacjenta o ich wadach, lub nawet zapytać, czy na takiej diecie wogóle da radę. Skutkiem tego pacjent brnie w ograniczająca dietę nie chcąc zawieść swojego dietetyka prowadzącego, będąc jednocześnie nieszczęśliwym.

Kolejnym problemem, który dostrzegam w tym, że diety nie działają jest to, że ludzie ich używający wierzą w to, że są chorzy. Oczywiście, istotnie, nikt bez powodu restrykcyjnych diet nie stosuje, natomiast osoby takie nadmiernie skupiają się na swoich przypadłościach, często popadając wręcz w paranoję i przy tym przez cały okres diety zupełnie nie myślą o nadrzędnym celu wszystkich tych zabiegów, czyli byciu zdrowym. Najważniejsza staje się choroba, a nie zdrowie. Jeśli podświadomie kodujemy swojemu mózgowi nieustannie informację „jestem poważnnie chora/y”, to żadna dieta, suplementy, zabiegi i zioła nie przyniosą efektów, ponieważ nasza podświadomość została zaprogramowana na to, żeby utrzymać nas w chorobie.

Czy pozostaje rezygnacja ze wszystkich diet?

Oczywiście, że nie. Żadna dieta nie jest do dupy, żadna też nie jest idealna, a żaden człowiek nie jest taki sam. Nawet jeśli masz podobne objawy i wyniki co kilka osób na forum to i tak jesteś inny, macie inne komórki, masz inne DNA i RNA, które świadczą o tym, że jesteś wyjątkowy. Nie porównuj się z innymi, po prostu przestań to robić. Zapamiętaj że twoja choroba jest niepowtarzalna, chociaz podobna do innych, a ty jesteś inny niż wszyscy. Częste komentarze typu: „Ja też tak miałam/em, wzięłam suplement X, Y, Z i mi pomogło” zaczynają budzić mój niepokój, ponieważ osoba podatna na wpływy napewno bardzo chętnie skorzysta z takich darmowych porad, często wyrządzając sobie krzywdę. Żyjemy w czasach upadku autorytetu lekarzy z wielu powodów, stąd człowiek przejął pałęczkę, aby leczyć się sam. Popieram to, aby człowiek nie oddawał swojego zdrowia tylko jednemu specjaliście na wizycie trwającej 10 minut raz na pół roku. Jestem za tym, aby pacjent angażował się w proces swojego leczenia i współpracował z lekarzem. Nie wszyscy są źli, znajdź takiego, który ci pomoże, ale nie baw się w znachora. Organizm to nie zabawka, a suplementy i zioła to nie cukierki.

Uważam, że różnego typu diety w wielu przypadkach są niezbędne i czesto bardzo pomocne, jak GAPS w problemach z układem pokarmomowych, dieta bezglutenowa u celiaków, czy nieskowęglowodanowa u osób z zespołem metabolicznym. Te rozwiązania często się sprawdzają i coś musimy stosować, aby pomóc pacjentowi. Ale nigdy żadna dieta lecznicza nie powinna być stosowana na siłę, czasami dla pacjenta ogromnym krokiem będzie już wyrzucenie cukru z diety i nauka nawyku picia wody. Po prostu każdy powinien być potraktowany indywidualnie.

Coraz częściej zauważane „napuszczanie” na siebie środowisk dietetycznych dodatkowo w moich oczach w niczym nie pomaga. Często dietetycy czy osoby związane z tą branżą, które budzą zaufanie coraz częściej pracują na to, aby je stracić, a przecież w dietetyce nic nie jest czarno-białe. Nie ma jednego dobrego rozwiązania, nie ma jednej koncepcji. Dodatkowo coraz częściej widzę, że praktykuje się nawet wyśmiewanie różnych badań naukowych z wiarygodnych ośrodków badawczych, tylko dlatego, że „ja uważam inaczej, ja jestem alfą i omegą, a ten marny profesorek i 100 naukowców to banda debili” (taki jest wydźwięk wielu speców od odżywiania) i uważam, że jest to zachowanie mijające się z jakimkolwiek profesjonalizmem. Podważanie światowych autorytetów tylko dlatego, że ktoś uważa, że jego koncepcja jest bezbłędna jest sporym cynizmem i brakiem pokory w stosunku do naukowego świata dietetyki. To wszystko powoduje, że osoba poszukująca odpowiedniej dla siebie diety trafia na labirynt rozwiązań i nie wie, w którą stronę powinna pójść.

Wybierz rozsądek

Po prostu słuchaj swojego ciała. Często na dietach miałam nawracające okresy jadłowstrętu na różne pokarmy lub ogółem na jedzenie Wpychałam w siebie na siłę produkty, na których widok chciało mi się wymiotować (i płakać). Skoro wszyscy uważamy, że organizm to takie genialne narzędzie to dajmy mu możliwość współpracy z nami. Jeśli czujesz się wegetarianiem, to nim bądź, bylebyś czuł się świetnie i miał dobre wyniki. Nie bądź paleo, jeśli na widok mięsa cię naciaga, tylko dlatego, że ktoś ci tak karze. Współpraca ze swoim dietetykiem i doradzcą żywienia jest bardzo ważna i zachęcam do niej każdego. Pamiętaj, że rozwiązania dietetyczne są różne i nigdy nie wiadomo, które z nich będzie dla ciebie najlepsze.

Na koniec tematu chciałam jeszcze dodać, abyście nie zapominali, aby w tym wszystkim troszczyć się o swoją głowę, myśli, podświadomość i emocje. Nie bójcie się pomocy i swoich słabości. Mnie także przyszło z trudem podjęcie decyzji o współpracy z psychologiem. Ale czasami przyznanie się do tego, jak bardzo jest się słabym jest tak naprawdę naszą siłą. W tym roku podjęłam decyzję o tym, aby zrobić „kurację” swojej psychice, dbać o jedzenie według tego, co uważam za prawidłowe i co mi służy oraz słuchać swojego organizmu. Nie wierzę już, że zjedzenie kawałka sernika mnie zabije, a suplement za 50 zł mnie uzdrowi. Wierzę, że sama mogę siebie uzdrowić, za pomocą swojej podświadomości i chęci, które w końcu mam. I nie pozostaje mi nic innego, jak wszystkim zmagającym się z różnymi przypadłościami życzyć tego samego J.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz